Moja historia z zapachami.
Kocham perfumy odkąd pamiętam. Ta miłość jest jak najpiękniejszy prezent, który dostałam od mojej mamy. Jako mała dziewczynka często z nią podróżowałam, chłonąc zapachy z różnych stron świata. Te wspólne wyprawy ukształtowały mój nos, który z czasem stawał się coraz bardziej wymagający.
Kiedy zaszłam w ciążę, stanęłam przed ważnym wyborem. Tak jak zaczęłam zwracać uwagę na to, co jem, tak samo chciałam być świadoma tego, czym pachniemy. Syntetyczne zapachy zawierają związki chemiczne, które nie pozostają obojętne dla naszego zdrowia. I tu przyszło zaskoczenie – gdy zaczęłam szukać naturalnych alternatyw, okazało się, że w sklepach nie ma tego, czego potrzebuję.
To był moment, kiedy pomyślałam: a jeśli sama stworzę to, czego szukam?
I tak 10 lat temu, w 2015 roku, powstały pierwsze esencje. Wykorzystałam to, co mam – otaczającą mnie naturę, wyostrzone zmysły i połączyłam kilka moich pasji: zapachy, psychologię oraz malarstwo. To właśnie z tego splotu narodziło się OKORO.
Jak zapach może wspierać proces terapeutyczny? Odpowiedź brzmi: poprzez intencję.
Zapach jest silnie połączony z naszą intuicją. To najbardziej pierwotny zmysł – rozwija się już w życiu płodowym. Jest powiązany z obszarami mózgu odpowiedzialnymi za emocje i pamięć. Gdy łączymy określony zapach z naszą intencją, tworzymy pozytywne skojarzenia, które już zawsze będą o nich przypominać.
Chcę podzielić się z Wami czymś ważnym – intencje powinny być zależne od nas samych. Jeśli naszą intencją jest, by ktoś nas pokochał, możemy doznać rozczarowania. To nie jest eliksir miłości. Wystarczy jednak zmienić brzmienie na „jestem otwarta na miłość” – a może się okazać, że szybciej ją znajdziemy niż sądziliśmy.
Kiedy słyszę, jak zapachy OKORO dają ludziom bezpieczną przestrzeń do transformacji – jestem najszczęśliwsza. To jest sens tej drogi.
Z serca,
Asia
PS. Jest to fragment wywiadu, którego udzieliłam Marice Grądkowskiej dla portalu TWIG. Jeśli masz ochotę przeczytać całość rozmowy, zajrzyj tutaj.



